poniedziałek, 22 września 2014

Love or Rivals - Wpis nr 1.




No to cóż. Poniżej będą wklejane reakcje każdej z postaci na poszczególne czynności przez nie dokonywane - a ich karty, co by się bliżej z nimi zapoznać zostaną zamieszczone na samym dole postu. Liczę, że się spodoba ^u^

***

M e i   R a k u z a n


Mei jak zwykle była znużona ostatnimi lekcjami. Tematy, które omawiał nauczyciel i tłumaczył temu tabunowi baranów siedzących w ławkach, irytujących ją swoją obecnością w tej klasie dawno przerobiła i znała na pamięć. Gdyby jeszcze ich to obchodziło i chcieli przyswoić jakąś wiedzę... Przecie oni mieli zamiast mózgów najprędzej trociny! Oj, przepraszam, trociny chociaż coś chłoną w przeciwieństwie do nich... Jej smukłe palce chwyciły najbliższy jej dłoni ołówek, zajmując się dokańczaniem szkicu tygrysa z tyłu zeszytu do matematyki. Kątem oka sprawdzała czy nauczyciel aby nie obserwuje jej poczynań - aby dalej zajmować się o wiele bardziej interesującym szkicowaniem niźli wysłuchiwanie nieudolnych prób dotarcia do tych tępaków i nauczenia ich jak obliczać równania czy sinus. Zacisnęła gwałtownie dłoń na ołówku miękkim - albowiem 4B - zresztą jej ulubionym, gdy rozległ się dźwięk dzwonka. Zrezygnowany nauczyciel widząc spojrzenia uczniów tęskniących za rozumem, zakończył lekcję. Wzięła głęboki wdech...
I natychmiast wstała, pakując się w niesamowicie szybkim tempie, gdyż już zaczął ją otaczać wianuszek chłopców. Zanim zdążyli odciąć jej drogę z klasy wystrzeliła z niej jak błyskawica, znikając za rogiem - w niezbyt udanej próbie ucieczki przed tymi natarczywymi muchami. Upewniwszy się przez ramię iż nie zdążyli jeszcze dostrzec ją wzrokiem - zniknęła w przypadkowej klasie... Pustej z zasłoniętymi roletami. Ukryła się z tyłu sali pod jedną z ławek, maskując się w cieniu. Drzwi zostały otwarte z hukiem, weszło do niej z trzech chłopaków lecz ku jej szczęściu nie została zauważona - a klasa z powrotem pogrążyła się w błogiej ciszy. Dopiero teraz pozwoliła sobie odetchnąć z ulgą, powoli wychodząc spod ławki...



R e i j i   N o b u o   I s h i d a


Zajęcia tego dnia wyłącznie irytowały Reiji'ego. Zamiast uważać na ostatniej lekcji przeglądał chmarę różowych, ociekających lukrem i wypachnionych jak starsze panie w kościele kopert z wyznaniami. Prychał nieco pogardliwie czytując niektóre z nich. Wygląd, wiedza, osiągnięcia... hohoho, któraś nawet... będzie musiał uważać gdy przebiera się po treningu. Przerzucał mimowolnie koperty, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Po chwili, znudzony różowymi karteczkami wyjął z torby notatnik z obliczeniami samorządu. Jako przewodniczący nie powinien zajmować się finansami, ale jak zawsze chciał mieć wszystko zapięte na ostatni guzik. Czas mijał nieubłaganie, a czarnowłosego pochłonęły tabelki i cyfry. Nie zwracał uwagi na kilka dziewczyn wlepiających w niego maślane oczy, do czasu, aż zadzwonił dzwonek. Jego ławka natychmiast stała się istnym polem minowym, przy którym biedny chłopak musiał lawirować  z przeczącymi odpowiedziami z wyczuciem i rozwagą. Zupełnie jak mąż zapytany przez swoją lubą czy w sukni wygląda grubo. Natychmiast wyrwał się z tego kręgu adoracji jego jak, że wspaniałej osoby i czmychnął korytarzem. Kilku napotkanym osobom, właściwie kolejnym dziewczynom pytającym czy nie odprowadzi je do domu musiał skłamać, że ma do załatwienia kilka spraw samorządu. Jak najszybciej wszedł do klasy, która wydawała mu się pusta. Oparł się o drzwi, poluzował czarny krawat i odpiął 3 guziki białej koszulki, by choć odrobinę zmniejszyć ograniczenie ruchu wywołane przez mundurek. Klasa z początku wydawała się pusta, dopiero później zauważył Mei wychodzącą z pod stolika. Właściwie to chłopak trafił z deszczu pod rynnę, przeskok w skali od wielbimy jak bóstwo, po co tu robisz nędzny karaluchu? Zmierzył ją chłodnym wzrokiem i usiadł w ostatniej ławce przy oknie. Nogi oparł na blacie stolika, sam odchylił się nieco na krześle. Nie był specjalnie zadowolony z jej obecności, ale jakoś załamany też nie był.  Nie patrzył na nią wyciągnął książkę i otworzył na stronie, którą wskazywała zakładka.
~ Nie powinnaś wracać do domu, zajęcia się skończyły? Numerze dwa. - Jego niebieskie oczy uniosły się z nad tekstu, strzelając gromami w dziewczynę. Ostatnie zdanie wypowiedział z niesłychana przyjemnością, tak, on uwielbiał górować nad innymi. 



M e i   R a k u z a n


Litości...
Wychodząc spod stolika zdążyła zauważyć osobę, którą najchętniej zarżnęłaby tasakiem do krojenia mięsa. Choć nie, żal na niego jej byłoby Mariana - kochaną maczetę, której nie splamiłaby kimś jego pokroju. Jej wzrok zmierzył go od góry do dołu, zauważając rozpiętą koszulę ukazującą co nieco... A cóż to? Czyżby jego kochane fanki dawały się we znaki? Chyba będzie musiała poprosić ich część o mocniejsze przykręcenie śrubki temu gnojkowi... O taaak, zachęcić je wyimaginowanym obrazem wspólnej randki bądź nocy z tym przymułem, przedstawić to tym napalonym dziewczętom i jej wieczny rywal nareszcie padnie...Kukuku... Ach te piszczące nastolatki, dałyby sobie włosy powyrywać byleby zwrócił na nie uwagę. Ona natomiast nie widziała nic wartościowego w tym śmieciu. Miały zepsuty gust...
Prychnęła pogardliwie na słowa chłopaka, starając przy drzwiach z przeźroczystym okienkiem. Wyglądając przez nie zauważyła, że nie tylko on był oblężony przez natrętne muchy... Więc póki co tkwiła z tym godnym pożałowania karaluchem w jednej klasie, a ona nie miała nawet patelni aby go utłuc... Na czoło dziewczyny wyskoczył z pierdyliard żyłek, gdy została nazwana numerem dwa... Ty %@$#&...
-Niestety nie, gdyż nie mam ochoty iść z łańcuchem przygłupów na karku, o panie wszechmogący.
To ostatnie było tak przesycone sarkazmem oraz kpiną w stosunku do jego osoby, iż powietrze wręcz stało się ciężkie od piorunującego spojrzenia ciemnowłosej. Mógł równie dobrze czuć już jak metalowy przedmiot zwany potocznie patelnia obijał się o jego zakichany łeb. Spojrzenie czekoladowych oczu przeniosło się na książkę, którą trzymał w ręku. Hmm, hentai'e czytuje chłopaczek po lekcjach w - prawie - pustej klasie? Może jednak lepiej aby ją opuściła, nie chce przecież oślepnąć...



R e i j i   N o b u o   I s h i d a


Przeczesał włosy palcami słuchając tej natrętnej, wrednej i złośliwej ignorantki. Zaczął stukać palcami o blat stolika. Widząc złośliwość wypisaną na jej twarzy miał ochotę powiedzieć kilak słów za dużo, ale powstrzymał się. Nie da jej tej satysfakcji, by mogła strzelić mu w twarz. 
~ Skąd ja to znam.- mruknął cicho, praktycznie tylko do siebie. Nie mógł się skupić na tekście słysząc chichoty za drzwiami. Kolejne kółko różańcowe proszące o łaskę randki. Cholera. Jest gorzej niż myślał, jeszcze chwila i będą za nim do kibla latać, za nią w sumie też, stwierdził widząc podobną liczbę chłopców i dziewcząt czekających pod klasą, stwierdził podchodząc do oszklonych drzwi. Ledwo co uniknął wzroku jednej z nich, uchylając się odpowiednio szybko. Osunął się pod ścianą, patrząc wkurzony na drzwi.  Jego twarz przybrała ostry wyraz. 
~ Nie...no ile można? - burknął do siebie. Zajął okulary, spojrzał na zegarek, następnie jego wzrok pomknął na okno i w końcu na brązowowłosą. Uśmiechnął się, lecz był to  uśmiech straszny,, jak by myślał o miejscu ukrycia zwłok, tak dobrym, że nikt ich nie odnajdzie.  Jego wzrok, zwykle bystry, teraz otoczony był tajemniczą mgiełką. Zupełnie jak by chłopak widział jakiś moment ze swojego życia. Nagle otrząsnął się z zamyślenia i wypalił. 
~ Ciebie to też wkurza? Banda kretynów biegająca za tobą krok w krok. śledząca każdy twój krok, zapraszająca cię wszędzie. Nie ważne czy odmówisz, oni i tak będą robić swoje do czasu... - patrzył na nią nie oczekując odpowiedzi.Jego ton był rzeczowy, zupełnie jak u detektywa który właśnie wpadł na rozwiązanie zagadki. Ruszył do okna, stojąc przy nim zaplótł ręce na piersiach. Po chwili odwrócił w jej kierunku głowę. 
~ Nie dadzą ci spokoju do czasu, aż nie znajdziesz sobie kogoś. Zupełnie jak mi. Jednak żadne z nas nie ma czasu, ani ochoty na takie dyrdymały jak randki, słodzenie sobie i inne pierdoły jakie niesie ze sobą miłość i bycie w prawdziwym związku. - wsunął dłonie do kieszeni i podszedł do dziewczyny nachylając się lekko przed nią, tak by patrzeć jej prosto w oczy. ~ Żadne z nas nie ma też ochoty męczyć się z kimś kogo nie kocha, a kto będzie nam słodził na każdym kroku prawda Mei? Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. - odszedł od niej, w razie gdyby pierwszą jej reakcją była chęć zdzielenia go, czy krzyku. Oparł się o ławkę i patrzył na dziewczynę swoim zimnym wyrachowanym spojrzeniem. Splótł palce i założył je za głowę, mówiąc dalej. Miał taki ton, jak by nie mówił o uczuciach, a o pogodzie, czy pracy domowej. 
~ Udawajmy parę. Nic na tym nie stracimy, tylko zyskamy. Uwolnimy się od bandy która własnie czatuje na nas, bez konieczności słodzenia, randek i udawania uczuć. Czysty interes. Wchodzisz w to? Czy wymiękasz numerze dwa? - Teraz jego wzrok, znów był srogi, ale z nutką wyzwania. Tańczyły w nich łobuzerskie ogniki a na usta wkradł się uśmiech, nieco ironiczny i trochę łobuzerski.



M e i   R a k u z a n


Brązowe oczęta do tej pory rzucające wyzywające spojrzenie temu... cholernemu typowi doprowadzającego ją do szału - teraz skierowały się ponownie w stronę szyby. Kątem oka zauważyła jak jakaś dziewczyna spojrzała w tę stronę, zwracając również uwagę chłopaka obok - przez co zarówno Mei jak i przeklęty karaluch w tempie ekspresowym osunęli się po ścianie, unikając ciekawskiego spojrzenia natrętnych fanów... Chwała Bogu że ich nie zauważyli. Westchnęła cicho, siadając na podłodze i przyciągając do siebie bliżej torbę pokrytą wszelakimi przyczepkami czy ozdobami z nazwami jej ulubionych zespołów... Poczęła czytać ich nazwy, byle nie zwracać uwagi na tego ignoranta - bynajmniej do czasu gdy natrętne muchy dadzą sobie święty spokój i pójdą. A na to się nie zapowiadało... Hmm, jakże interesujące było logo zespoły Disturbed... O, nawet Halestorm się tu zapałętało z Skillet'em. Zdążyła jednak zauważyć, że nie ma zawieszki z System of a Down... Pewnie zapie... ekhem, wziął na wieczne nieoddanie jakiś jej fan, podniecając się że ma jakiś przedmiot uprzednio do niej należący. Ehhh... 
Jak przez mało przepuszczalną mgłę dotarły do niej słowa Nobuo. Hm, można długo. W końcu wytrzymali to przez ostatnie dwa lata, następny rok nie powinien stanowić dla nich problemu... Ha! Może nawet by się cieszyła gdyby ataki wzmogły swoją siłę - rzecz jasna na nim. Jej wzrok zawisł na krótki moment na chłopaku i zdążyła zauważyć jego spojrzenie godne Jeffa the Killera... Jeśli spróbujesz mnie dotknąć, pożegnasz się z tym padołem śmieciu. Po chwili zaczął coś mówić. A ona już po kilku jego słowach zaczęła się orientować o co mu chodzi i do czego zmierza. Nie musiał mówić reszty, aby w jej głowie myśli zaczęły urządzać sobie istne pobojowisko. Nachylił się nad nią, a spojrzenie brązowowłosej dało mu jasno do zrozumienia, iż ma zakaz zbliżania się do niej na odległość dwóch metrów... Na szczęście równie szybko jak podszedł tak i się odsunął. Chwała, oddychać tym samym tlenem... Ugh. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, patrząc na niego. Kolejna żyłka na jej czole pękła, a w salce rozległ się trzask kości. Ty przeklęty... Spojrzenie Mei rzucało w niego piorunami, i chwała że tylko nimi.
- Zgadzam się na ten układ.
Odpowiedziała tylko tyle na ten monolog, z trudem powstrzymując się aby w niego nie rzucić nożem. Albo nie, ławką najlepiej. Od razu klasowym telewizorem, i tak był do wymiany odkąd jakieś bęcwały urządziły sobie całonocny maraton hentai'ów i go przegrzali. Teraz jednak wzrok powędrował z chłopaka na tą grupkę idiotów za drzwiami, czekającymi równie wiernie i tłumnie jak mochery podczas wybierania nowego papieża. Makabra. Otworzyła z hukiem drzwi, biorąc własną torbę i czekając na pana karalucha aż z nią wyjdzie. Nie miała ochoty iść z tymi kretynami aż pod drzwi domu, iż zgodziłaby się iść ramię w ramię z ... nim.

***